Dzisiaj rozpoczęłyśmy projekt, którego realizację umożliwiła nam Fundacja Bank Zachodni WBK.
Pierwsze zajęci z iglicy, nie było łatwo.
Dla opornych był malutki stolik, gdzie można było polepić w glinie no i pogadać.
Martyna skończyła swoje pierwsze skarpetki.
Ania naprawdę ma talent pedagogiczny, potrafi cierpliwie tłumaczyć i dziewczyny powoli łapią o co chodzi z tą siatką.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom na krańcu świata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom na krańcu świata. Pokaż wszystkie posty
środa, 11 lutego 2015
czwartek, 17 stycznia 2013
Młynki, drutu, plecionki
Na wtorkowym spotkaniu trochę się rozmarzyłyśmy. Temat: " Czego brakuje nam w Krynkach? " z naciskiem na "nam", pozwolił na popuszczenie wodzy fantazji. Wielkiego centrum handlowego to nam nie brak, ale kryty basen z rozbudowanym spa, oj tak, przydałby nam się.
Wokół tutejszego źródełka mogłaby powstać pijalnia wód, tak jak w sanatorium w Krynicy czy gdzie indziej. Już w oczach miałyśmy tych gości, przechadzających się wokół źródełka trzymając w dłoni specjalne kubeczki, z dzióbkami.
Zapragnęłyśmy kina i teatru, miejsca gdzie mogłybyśmy się spotykać ,kwiaciarni i lodowiska. Najpojemniejsza okazała się idea klubokawiarni, bo można było w niej zmieścić i teatr, kino, informację turystyczną z prawdziwego zdarzenia, jak i miejsce gdzie mogłybyśmy organizować ciekawe spotkania.
Wszystko oczywiście rozbija się o pieniądze, ale i na to znalazłyśmy radę.
Jeśli zacznie się coś ciekawego dziać w Krynkach to przyciągniemy chętnych z zewnątrz, tak jak zrobił to Alkierz z pobliskiego Supraśla, czy Kasia i Paweł, którzy prowadzą teatr w Stodole w Teremiskach.
Po części animacyjnej dziewczyny podzieliły się na dwie frakcje: te, które dzielnie na drutach wyrabiały pięty w swoich skarpetach, czy też robiły rękawiczki i te które na młynkach plotły długie plecionki,żeby potem zawiesić je na szyi jako naszyjnik.
Juli tak się spodobało, że siedząc cichutko w kąciku uplotła trzy sznurki, w których jak doniosła mama, następnego dnia poszła do szkoły.
Wokół tutejszego źródełka mogłaby powstać pijalnia wód, tak jak w sanatorium w Krynicy czy gdzie indziej. Już w oczach miałyśmy tych gości, przechadzających się wokół źródełka trzymając w dłoni specjalne kubeczki, z dzióbkami.
Zapragnęłyśmy kina i teatru, miejsca gdzie mogłybyśmy się spotykać ,kwiaciarni i lodowiska. Najpojemniejsza okazała się idea klubokawiarni, bo można było w niej zmieścić i teatr, kino, informację turystyczną z prawdziwego zdarzenia, jak i miejsce gdzie mogłybyśmy organizować ciekawe spotkania.
Wszystko oczywiście rozbija się o pieniądze, ale i na to znalazłyśmy radę.
Jeśli zacznie się coś ciekawego dziać w Krynkach to przyciągniemy chętnych z zewnątrz, tak jak zrobił to Alkierz z pobliskiego Supraśla, czy Kasia i Paweł, którzy prowadzą teatr w Stodole w Teremiskach.
Po części animacyjnej dziewczyny podzieliły się na dwie frakcje: te, które dzielnie na drutach wyrabiały pięty w swoich skarpetach, czy też robiły rękawiczki i te które na młynkach plotły długie plecionki,żeby potem zawiesić je na szyi jako naszyjnik.
Juli tak się spodobało, że siedząc cichutko w kąciku uplotła trzy sznurki, w których jak doniosła mama, następnego dnia poszła do szkoły.
środa, 28 listopada 2012
Szkliwienie...
Kochane, przepraszam za opóźnienie wpisu z naszego
przedostatniego spotkania.
Byłam na szkoleniu w Warszawie w ramach projektu w którym
uczestniczymy ”Seniorzy w akcji” organizowanym przez Towarzystwo Inicjatyw
Twórczych „ę” i Polsko-Amerykańską Fundację
Wolności.
Na najbliższym
spotkaniu opowiem, o tym czego się dowiedziałam i o dwóch projektach, które
zrobiły na mnie duże wrażenie. Jak inaczej można spojrzeć na starość w tym
medialnym świecie młodych, pięknych i nieprawdziwych….
Wracając do naszego listopadowego spotkania. Wróciły nasze prace
już po wypale na biskwit, no i w związku z tym szkliwiłyśmy. Szkliwienie to
jedna wielka niespodzianka i potrzeba ogromnej wyobraźni. Nie dość, że kolor,
który kładziesz nie przypomina tego o którym myślisz; to do tego tak naprawdę
nigdy nie wiadomo co wyjdzie. Zobaczymy!!! Czekamy Natalko na nasze prace z niecierpliwością.
Chciałam serdecznie podziękować dziewczynom z Wierzchlesia za poprowadzenie zajęć animacyjnych. Pomysł
super!
Każda z nas, pełniła
mało popularną rolę w naszej małej społeczności. Nie wiedząc kim tak naprawdę
jest, musiała odkryć po sposobie traktowania jej przez grupę kim jest.
Trzeba było się zmierzyć ze stereotypami, poczuć jak to jest
kiedy większość nie traktuje Cię tak jakbyś tego oczekiwała. Musiałyśmy zmierzyć się same ze sobą „Na ile tak
naprawdę jesteśmy tolerancyjne i jak to jest jak Cię odrzucają, ze względu na …….?????”
Mnie osobiście te zajęcia uświadomiły jak łatwo przypina się
innym łatkę, ze strachu przed innością, z bezmyślności, dlatego bo inny coś
powiedział.
Tematy o które zahaczyłyśmy nie były łatwe, ale myślę, że z
tej dyskusji wyszłyśmy zwycięsko. Nie koniecznie musimy się zgadzać, każda jest
inna i każda ma prawo do swojego zdania i prawo do pozostania przy nim.
Ale to, że każda
została wysłuchana i to że gdzieś tam pod skórą przewija się myśl jak to jest z tą innością? Na czym ona polega i jak daleko sięgają jej granice.
no i na koniec wypowiedź pani Ani „że jeśli jest miłość, to
dlaczego nie?”
Kolejne spotkanie z filcowania 11 grudnia (wtorek) jak
zawsze o 17
niedziela, 11 listopada 2012
"Wieczór przy świecach"
Minął rok, od czasu kiedy zaczęłyśmy się spotykać, właśnie spotkanie przypadające na czas Wszystkich Świętych rozpoczął nasz cykl.
Każda z dziewczyn, kobiet włożyła masę czasu i energii w jego przygotowanie. Nie tylko w swoje prezentacje, ale w przygotowanie potraw na wspólny stół, udekorowanie sali, stworzenie nastroju skupienia.
Każda opowieść, była inna, ale każda równie ważna i ciekawa.
O Zaduszkach, o tym skąd wzięło się to Święto.
O trudnym temacie odchodzenia i rytuałach jakie im towarzyszą.
W każdej religii inaczej. Przy naszym stole spotkały się różne wyznania prawosławie, islam, judaizm, katolicyzm i najbardziej odległy kulturowo hinduizm.
Bardzo cenne były dla mnie słowa jednej z uczestniczek-"Tak blisko siebie mieszkamy, a tak niewiele o sobie wiemy".
Zaczęłyśmy prawosławną, białoruską pieśnią, skończyłyśmy żydowskim tańcem błogosławieństw.
Każda z dziewczyn, kobiet włożyła masę czasu i energii w jego przygotowanie. Nie tylko w swoje prezentacje, ale w przygotowanie potraw na wspólny stół, udekorowanie sali, stworzenie nastroju skupienia.
Każda opowieść, była inna, ale każda równie ważna i ciekawa.
O Zaduszkach, o tym skąd wzięło się to Święto.
O trudnym temacie odchodzenia i rytuałach jakie im towarzyszą.
W każdej religii inaczej. Przy naszym stole spotkały się różne wyznania prawosławie, islam, judaizm, katolicyzm i najbardziej odległy kulturowo hinduizm.
Bardzo cenne były dla mnie słowa jednej z uczestniczek-"Tak blisko siebie mieszkamy, a tak niewiele o sobie wiemy".
Zaczęłyśmy prawosławną, białoruską pieśnią, skończyłyśmy żydowskim tańcem błogosławieństw.
czwartek, 25 października 2012
Ceramika, przepleciona marzeniami
Lepiłyśmy, marzyłyśmy no i jak zawsze było dużo śmiechu.
Nie ma co pisać, zdjęcia lepiej oddadzą atmosferę naszego spotkania.
Z informacji bieżących spotykamy się w poniedziałek 5 listopada o 17. Będzie magicznie, nostalgicznie. ale jak zawsze radośnie.
Co do przepisów: Beata tłumaczy przepis Pipy na pudding, czekamy na przepis Oli na rogaliki, a dla pytających- przepyszne pierogi Lili miały nadzienie z pozostałości z pasztetu z cukinii i polane były cebulką przyrumienioną na masełku. Pychota!!!
Nie ma co pisać, zdjęcia lepiej oddadzą atmosferę naszego spotkania.
Z informacji bieżących spotykamy się w poniedziałek 5 listopada o 17. Będzie magicznie, nostalgicznie. ale jak zawsze radośnie.
Co do przepisów: Beata tłumaczy przepis Pipy na pudding, czekamy na przepis Oli na rogaliki, a dla pytających- przepyszne pierogi Lili miały nadzienie z pozostałości z pasztetu z cukinii i polane były cebulką przyrumienioną na masełku. Pychota!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)













